piątek, 22 stycznia 2016

Wybieramy najlepsze pączki w centrum Poznania na Tłusty Czwartek!

Przez ostatnie dni przemierzałem centrum miasta w celu namierzenia pączków kryjących w sobie potencjał. Jak to mówią, w stawie pełnym karpi ciężko złowić złotą rybkę. Czy jakoś tak. To samo tyczy się pączków. Choć można dostać je wszędzie, tych więcej niż przeciętnych nie ma znowu tak dużo. Czym jest nie-przeciętny pączek? Warunków niech będzie kilka: ciasto, które nie ciągnie się jak guma. Nadzienie, które nie smakuje tak, jakby zostało stworzone w laboratorium chemicznym. Lukier, który jest lukrem, a nie suchą jak wiór skorupką. Słowem chodzi przede wszystkim o jakość. To z niej płynie smak, a ze smaku płynie szczęście. I koło się zamyka.

***Aktualizacja: poniższy ranking stworzyłem dwa lata temu. Od tego czasu w centrum przybyło kilka miejsc, które nie może tu zabraknąć. Na dniach ranking zostanie zaaktualizowany***


W swoim rankingu uwzględniłem sześć adresów z okolic Półwiejskiej. A więc ścisłego centrum. Gdybyście znali godne polecenia cukiernie z pączkami w nieco dalszych zakątkach miasta - dajcie znać w komentarzach. No to zaczynamy!






To stary wyjadacz na poznańskiej mapie wypieków cukierniczych, który dodatkowo wygrywał już konkursy na najlepsze pączki. Lepszej reklamy chyba nie trzeba. Mnie osobiście - trochę dziwi ta ocena. W trakcie wizyty do wyboru były pączki z powidłami za 2,20 zł. Wyglądały w sumie nieźle - nie stoją w tym samym szeregu co napompowane spodki z hipermarketu. Pączka oblewała spora ilość lukru, a z wierzchu obsypany został solidną porcją skórki pomarańczowej. Ciasto było dość pulchne i dobrze łączyło się z kwaskowym smakiem śliwkowych powideł. Było jednak zbyt tłuste i ogólnie szału nie robiło. O jego smaku zapomniałem 10 minut później. Generalnie - trochę taki pączek kupiony z braku laku w osiedlowym sklepie do szybkiej kawy po obiedzie. 

---



Kto nie zna Smażalni Pączków na Półwiejskiej? Retoryczne pytanie! To tu przychodziło się na jeszcze ciepłe bułeczki w trakcie okienek na studiach... Wchodząc do środka uderza momentalnie zapach ciasta drożdżowego. Do wyboru jest szeroka gama dodatków klasycznych jak konfitura z malin, śliwek czy porzeczek oraz nieco oryginalniejszych: biała lub mleczna czekolada, czy też toffi. Smaków jest więcej, jednak z reguły w danym dniu oferta jest zawężona do kilku smaków. Mój wybór padł na pączka z jagodami w cenie 2 zł. Dodatki nieowocowe kosztują 2,50 zł, a za 1,50 zł dostajemy pączka bez nadzienia. Szkoda, że moja sztuka nie była już ciepła. W tym wypadku pączek został także solidnie potraktowany porcją lukru. W smaku był przez to bardziej słodki, więc dodatek czekolady oznaczałby pewnie odlot w słodką otchłań. Po wgryzieniu się w ciasto okazało się być sprężyste i mokre w środku, jednak przesadnie spłaszczyło się. Nie przeszkadzało mi to specjalnie i po zjedzeniu byłem zadowolony. Smażalnia Pączków dobrze się spisała. 

---



Cukiernię Zagrodniczą łatwo przyuważyć w drodze tramwajem między AWF-em a Półwiejską. Blisko tam z przystanku, więc po pączki (i nie tylko) daleko dreptać nie trzeba. Po wejściu potrzebuję chwili namysłu, czy oby na pewno mogę wezmę coś na wynos. Zagrodnicza wygląda bardziej na kawiarnię niż cukiernię, ale wszystko jest w porządku. Po chwili dostrzegam ostatnie pączki za szybką. Do wyboru mam jedynie te z ajerkoniakiem z dodatkiem lukru i czekolady na wierzchu. Po zapłaceniu 2 zł wychodzę z pączkiem zapakowanym w papier i już nie mogę doczekać się konsumpcji. Obłędny jest przede wszystkim ajerkoniak w środku - intensywnie żółty, aromatyczny i gęsty. Samo ciasto jest dość zbite i niezbyt słodkie (nawet dodatek słodkiego wierzchu niewiele zmienia). Sam pączek wypada więc dość przeciętnie, choć wnętrze z ajerkoniaku było na piątkę z plusem! Nie wiem czy takie same pączki trafiają do innych punktów - w końcu Zagrodnicza to sieć. Warto by to sprawdzić. 

---



Kandulski to imperialista na rynku wyrobów cukierniczych w naszym kraju. Na jedną z jego wielu kawiarni natknąć się można w Starym Browarze. Wykorzystałem więc swoją przerwę w pracy, by szybko przetestować ich pączki. Do wyboru były jedynie z ajerkoniakiem w środku (wszędzie ten ajerkoniak!), a na wierzchu  z czekoladą i skórką pomarańczową. Cena - 2 zł. Wyglądały nieźle, ale okazało się po ugryzieniu, że są wysuszone na wiór. Swoje musiały zdążyły odleżeć, bo pieczone tego dnia na pewno nie były. Ajerkoniakowe wnętrze trochę ratowało sytuację, jednak zbyt rzadka konsystencja poskutkowała sporym kleksem żółtej mazi na moim bucie. Nauczka na przyszłość - uważać na płynne nadzienia i brać serwetki, jeśli jest taka opcja. Niestety, ale Kandulski się nie popisał.

---



Cukiernia Pawłowicz działa na Półwiejskiej już od jakiegoś czasu. Ciężko ominąć wzrokiem żółty szyld zachęcający do zakupu gorących pączków i drożdżówek, a jednak dopiero niedawno zawitałem u nich pierwszy raz. Podchodząc do witryny od razu rzucił mi się w oczy pączek obsypany płatkami migdałowymi... Bez względu na nadzienie wiedziałem, że za chwilę będzie mój. Po zapytaniu pani oznajmiła, że w środku pączek kryje konfiturę z róży - może być! Za kwotę 2,70 zł dostałem zgodnie z obietnicą z szyldu cieplutkiego pączka, którego po ekspresowym sfotografowaniu spróbowałem. To była bajka! Ciasto było pulchne i mięciutkie, a smak delikatnie waniliowy i wyważony co do ilości cukru. Konfitura różana była świetnym dopełnieniem całości, nie mówiąc o obfitej ilości migdałów na wierzchu. Byłem tak zachwycony, że zapomniałem o sfotografowaniu wnętrza pączka - serio! Gdyby nie zjedzone wcześniej pozostałe pączki, nawet nie wahałbym się i wrócił po pączka z czekoladą. Pawłowicz, świetna robota! 

---



Na ostatni ogień poszła cukiernia Państwa Liczbańskich na Placu Bernardyńskim. Trafiłem tam po godzinie 15, więc nie załapałem się już na klasyczne pączki. Zostały za to małe pączusie serowe na wagę w cenie 21 zł/kg. Za dwie kulki zapłaciłem 1 zł. Choć podszedłem do nich sceptycznie, miło mnie zaskoczyły - wnętrze było bardzo mięciutkie, trochę wilgotne i niezbyt słodkie. Jedyny minus - zamiast cukru pudru użyto kryształu, który mi nie pasował. Oprócz tego - żałowałem, że nie wziąłem ich więcej!

---


Tak wygląda zestawienie. Wnioski? Ajerkoniak jest królem nadzień w poznańskich cukierniach! A tak serio - Cukiernia Pawłowicz jest niekwestionowanym zwycięzcą, natomiast największy zawód dokonał się u Kandulskiego. Wniosek jest oczywisty - pączki, które są pieczone na miejscu, u niedużego producenta, będą zawsze lepsze, niż te produkowane na szerszą skalę. Jeśli znacie jakieś miejsca, które Waszym zdaniem powinny się znaleźć w tym zestawieniu - piszcie śmiało. Już teraz życzę wszystkim wyjątkowo smakowitego i ociekającego lukrem Tłustego Czwartku. I niech nikt nie zasłania się dietą na drodze do odnalezienia tego najpyszniejszego pączka ;-)