środa, 14 lutego 2018

Zamawiamy sushi na wynos - Restauracja Goko



Medal dla tego, kto wymyślił jedzenie na telefon. Może obecnie bardziej pasuje - na smartfona. Niech pierwszy rzuci monetą ten, kto nie zamieniłby restauracyjnego krzesła na własną sofę. W jednej ręce szkło z dobrą zawartością, w drugiej kartonik z jeszcze lepszą zawartością... Ach. Oczywiście są sytuacje, w których to nie przejdzie, ale mam na myśli zwykłe dni w ciągu tygodnia, kiedy w brzuchu burczy a czasu i chęci na gotowanie tyle, że... lepiej nie mówić. 

Zdjęcie pochodzi z https://vectortoons.com/product/an-asian-woman-eating-chinese-food-while-watching-tv/


Choć obecnie zamawianie posiłków do domu jest proste jak nigdy wcześniej, coraz częściej na liście knajp z dowozem pojawiają się miejsca, które nie kojarzą się szczególnie z jedzeniem na telefon. Bo już nie chodzi o te wszystkie pizzerie, które są ostatnią deską ratunku przy napadach głodu w weekendowe wieczory. Mam na myśli adresy, które człowiek odwiedza, bo naprawdę chce.

Sushi na wynos to już w ogóle trochę trudniejsza sprawa, bo raz - sprawa świeżości. W sumie to nie wiadomo,  czy te rolki przyrządzono chwilę przed dowozem czy może jednak to zaległa porcja, którą kucharz skręcił  jakieś pięć godzin wcześniej. Po drugie, wizja konsumowania sushi na kanapie przed telewizorem trochę się gryzie z wizerunkiem większości knajp, w jakich jest serwowane. Jakby nie było, to wciąż w pewien sposób elitarny rarytas, który teoretycznie wymaga odpowiedniej oprawy.



Teoretycznie, bo nie oszukujmy się - to smak jest najważniejszy. A jeśli ten się broni, to jesteśmy w domu. Wczoraj drugi raz w życiu zamówiłem sushi na telefon. I od razu wam powiem, że ten drugi raz bije na łeb na szyję pierwsze podejście. Goko Sushi na pewno znacie - stacjonarnie działają na Ratajczaka i od dłuższego czasu serwują rolki na wysokim poziomie. Od niedawna restauracja oferuje dowóz swojego sushi dzięki swojej aplikacji mobilnej. Jest to ciekawostka, bo rzadko kiedy knajpy posiadają własne apki. Jest to o tyle udogodnienie, że karta jest na bieżąco aktualizowana (na znanych serwisach bywa z tym różnie...) Co mnie zaskoczyło, po zamówieniu dostałem dokładną informację co do dowozu sushi i kurier pojawił się pod drzwiami zgodnie... co do minuty. Sama aplikacja jest bardzo przejrzysta i prosta w obsłudze. Możecie ją ściągnąć tu.


Co zamówiłem? Zestaw sushi Nakira (38 kawałków, 149 PLN) oraz Sake no miso shiro (bulion miso z łososiem, glonami wakame i tofu, 17 PLN). W zestawie znalazło się miejsce na takie rolki jak futomaki z grillowanymi skórkami łososia (bardzo ciekawa opcja - mocno przypieczone kawałki ryby przyjemnie chrupały w ustach), futomaki z krewetkami w panko czy kaburamaki ze szparagami i trocią wędrowną. Choć najciekawszy okazał się wariant ze wspomnianymi już skórkami, klasyka wygrała i moje serce skradły klasyczne futomaki z grillowanym łososiem. Nie pamiętam, kiedy ostatnio jadłem tak smakowicie przyrządzonego łososia. Czuć jakość, świeżość i fach. Wszystko jak w zegarku. 





Słowem, sushi zamówione do domu czy biura może sprawdzić się równie dobrze jak na miejscu w knajpie. Goko to udowodniło i zdało egzamin więcej niż dobrze. Fakt - patrząc na ceny może nie jest to najtańsze sushi w mieście, jednak jest to rekompensowane dużą ilością świeżych i dobrych jakościowo składników (stosunek ryby do ryżu jest bardzo na plus). Do tego w zestawie znalazło się miejsce na wszystko, co niezbędne do jedzenia sushi: odpowiednia ilość pałeczek, buteleczki z sosem sojowym i teriyaki oraz konkretna porcja wasabi i marynowanego imbiru. Wszystko zagrało jak trzeba. Czego chcieć więcej? Wygodnej sofy i szkła z dobrym płynem w środku. O to jednak musicie już sami zadbać. ;) 

Dominik


Goko Restauracja Japońska
Ratajczaka 18