środa, 11 kwietnia 2018

Meg's Restaurant

Choć dotarcie do Meg’s Restaurant wymagało ode mnie przeprawy przez całe miasto, po wizycie ani przez minutę nie żałowałem ponad godzinnej (i to w jedną stronę!) wycieczki do celu. To miejsce zwyczajnie mnie zauroczyło.



Restauracja mieści się na przeciwko Ławicy. Nie zauważycie jej z poziomu Bukowskiej (choć widnieje w adresie), gdyż przysłonięta jest ekranami akustycznymi. Przez to staje się jeszcze mniej zauważalna i podejrzewam, że nikt nie trafi tu przypadkiem. Dojazd na miejsce odbywa się boczną drogą równoległą do Bukowskiej. Sam lokal mieści się w niedużym pensjonacie i choć już mogłoby się wydawać, że owiana złą sławą reputacja knajp w przydrożnych motelach dotyczyć będzie także Meg’s, nic z tych rzeczy.





Już po wejściu do środka robi się miło. Wnętrze jest przyjemne, eleganckie i kameralne. Przestrzeni też nie brakuje - podzielono ją na dwie strefy. Pierwszą – bliżej wejścia, mniej doświetloną i drugą – większą, z wyjściem na ogród. Do Meg’s wpadłem w niedzielę w koło południa i akurat tak się złożyło, że byłem jedynym gościem w całym lokalu. O dziwo, nie czułem się ani trochę skrępowany nietypową sytuacją. Atmosfera była luźna i niezobowiązująca, choć lokal rzeczywiście kwalifikuje się do poziomu „premium” pod względem całej otoczki.

Comber z jelenia





Pierwsza strona w karcie zdradza co nieco na temat kuchni Meg’s. Jest lokalnie, ale z nowoczesnym sznytem. Co w niej znajdziemy? A no na przykład: pierogi z kaczką, sosem z suszu owoców i pianką z anyżem (26 zł), flaki wołowe z imbirem i ogonem wołowym (19 zł), rosół z perliczki (17 zł) czy kurczaka kukurydzianego na wędzonym puree ziemniaczanym (37 zł).
Interesujące jest to, że dołączono też pizzę. Choć taki pomysł trochę nie trzyma się całości, są to placki w wersjach na bogato, bo znaleźć na jednej z nich można kozi ser, miód, buraki, tymianek i orzechy włoskie. Następnym razem – z dużą chęcią.

Krem z topinamburu


Tym razem jednak pierwszeństwo miały inne rarytasy. Wybór padł na: comber z jelenia na przystawkę (45 zł), krem z topinamburu (17 zł), wspomnianego już kurczaka kukurydzianego, a na deser foundant z musem czekoladowo-piernikowym (23 zł). I tak po kolei: comber z jelenia zaskoczył delikatnością mięsa i intesywnością aromatów. Charakterystyczny smak dziczyzny nie wchodzi na pierwszy plan, tylko przyjemnie współgra z pozostałymi dodatkami na talerzu: puree z pietruszki, chipsami z topinamburu, sosem z kawy oraz najważniejszym: gotowanym boczkiem. Sama tekstura dania to oddzielny temat, bo zapewnia szerokie spektrum wrażeń: jest chrupiąco, mięsiście i delikatnie. Największe wrażenie zrobił na mniej jednak krem z topinamburu. Złożoność smaku i jego nieoczywistość zaskakiwała mnie z każdą kolejną łyżką. Co ciekawe, danie zostało polecone już na wstępie. Jak się okazało – był to strzał w dziesiątkę.

Kurczak kukurydziany



Pierś z kurczaka kukurydzianego zaskoczyła mnie chyba najmniej, choć to również solidne danie i generalnie - wszystko w nim grało. Również w tym przypadku pojawiła się gra tekstur: chrupiący chips, puszyste puree i soczysty drób. Opiekana kapusta doskonale uzupełniła danie o słodko-gorzką nutę. Piękna sprawa.
I na koniec ten oto foundant z piernikowym sosem. Zobaczcie sami, jak to wyglądało. Bajka!





Meg’s Restaurant jest raczej słabo rozpoznawalną restauracją. Duża szkoda, bo jedzenie broni się samo i uważam, że absolutnie nie potrzebuje rekomendacji. Wszystko tu gra: atmosfera wprawia w dobry nastrój, obsługa zna się na rzeczy a jedzenie jest takie, że głowa mała. Uważam, że warto spróbować. Tym bardziej, że restauracja oferuje również ofertę lunchową za 20-parę złotych. Patrząc na całokształt - ceny zaskakują. Pozytywnie. 


Meg's Restaurant
Ul. Bukowska 348/350